Druga część historii bydgoskiego hokeja – wspomina Wiesław Sauer.

8 maja 2020 0 przez Waldek Rogalski

Przedstawiamy drugą część wspomnień Pana Wiesława Sauera. 

Rok 1959 okazał się przełomowym. Dzięki staraniom władz miasta a szczególności R. Pęskiego, śp. redaktora Z. Urbanyiego, Z. Sonsowskiego, Z. Głowackiego, 19 grudnia nastąpiło wielkie otwarcie długo wyczekiwanego „Torbydu”. W obecności ok. 10000 kibiców „Polonia” wzmocniona braćmi Warwickimi rozegrała mecz przeciwko Górnikowi, przegrany 3:9.

Dyrektorzy zakładów pracy prześcigali się w organizacji pomocy. Wielu działaczy na czele ze śp. Zbyszkiem Urbanyi nie przespali wielu nocy by zorganizować miejsce do gry na jak najwyższym poziomie. Jak się później okazało staranie te zaowocowały bardzo szybko, gdyż po sezonie „Poloniści” zapewnili sobie awans do pierwszej ligi. Bydgoska drużyna wzmocniona Schlapą, Czechem, Cebulą, Dreszerem gromiła kolejnych przeciwników. Wiele dobrych decyzji szkoleniowych procentowało coraz silniejszą kadrą zawodniczą. Talenty rosły niczym przysłowiowe grzyby po deszczu. Tkacz, Feter, Maczkowiak, Guzikowski, śp. Cholewiński, Majewski, Gałęzewski, Nowak, Bielicki, Niedzielski, Wojtczak, Borowicz a później bracia Pankowie, śp. Gmiński, Tomaszewski, bracia Godziątkowscy to tylko nieliczne nazwiska spośród wielu bydgoskich talentów. 
Miasto, wtedy chętne do aktywnej pomocy, przez zaledwie dziewięć miesięcy powołało do życia lodowisko, którego zazdrościło nam wówczas wielu zawodników i działaczy. Tak
krótka historia budowy „Torbydu” była ewenementem na skalę światową.

Takiej mobilizacji i chęci rozwoju tej zimowej dyscypliny w Bydgoszczy już nigdy później nie było. Na meczach Polonii w „Torbydzie” przy komplecie publiczności rozgrywane były kolejne wielkie widowiska przy ogromnym dopingu kibiców. Słynne „Hej Polonia, hej Polonia heja, hej Polonia” roznosiło się po całej okolicy. Lata 1963-1976 to bez wątpienia najlepszy czas hokeja na lodzie w Bydgoszczy. W sezonie 1965-1966 juniorzy pod wodzą trenera Labenza zdobyli Mistrzostwo Kraju by w następnym roku już z nowym trenerem L. Targowskim zająć II miejsce. Nasza drużyna grała wtedy „jak z nut” awansując dwa razy do finałowej czwórki. Zawsze silniejszy zawodnik wspierał i mobilizował tego, który przeżywał słabszy okres gry a w szatni przed meczem była pełna koncentracja. Doświadczenie to owocowało później, gdy zawodnicy kształcili młodszych, pełnych wigoru bydgoskich hokeistów. Podczas jednego z meczów, ówczesny kapitan „Polonistów” Ryszard Gałęzewski, przy stanie 4:7 pomiędzy II a III tercją wypowiedział znamienne słowa „Gramy nie tylko dla siebie, gramy dla Bydgoszczy”. W drużynie po przerwie nastąpiła ogromna metamorfoza. Gol na 5:7 padł po strzale Cholewińskiego a kolejne cztery bramki dały nam zwycięstwo 9:7. To budziło respekt wśród kibiców, którzy tłumnie przychodzili na mecze mimo braku miejsc siedzących.

Olbrzymie zainteresowanie wzbudzały derby, które były meczami charakterystycznymi, posiadającymi swój własny, niepowtarzalny smak. Pojedynki z Pomorzaninem, w którego składzie występowali Wieczerzak, Żurawski, Załadas, Czachowski czy Wiśniewski w bramce, wywoływały zawsze ogromne zainteresowanie nie tylko w
regionie. Były też mecze przeciwko Legii Warszawa, w składzie której występowali tacy hokeiści jak: bracia Kaczorkowie, Manowski, Gosztyła, Kurek czy Komorowski. Bydgoscy kibice chóralnie na trybunach naśladowali kaczki lub trzymali w rękach długopisy (pseudonim Józefa Kurka).
Ciekawy przebieg miały przerwy pomiędzy tercjami, gdy w „Torbydzie” na stanie nie było jeszcze tzw. „Rolby” czyli popularnej maszyny do odświeżania, czyszczenia i wygładzania lodu. Na taflę w przerwie wychodziła obsługa, czterech panów z długimi miotłami i sprzątało lód przy hucznym dopingu publiki „raz-dwa, raz-dwa”. Następnie na lód wjeżdżał elektryczny wózek zaopatrzony w baniak z ciepłą wodą i szmatę, który miał za zadanie wygładzić lód by kolejna tercja rozgrywana była na jak najmniej naruszonym lodzie.

Jeszcze dwukrotnie juniorzy „Polonii” znaleźli się na ”pudle” Mistrzostw Polski, zajmując raz drugie i raz trzecie miejsce. Młodzicy dorzucili jeszcze tytuł Mistrza Polski. Zdarzało się bardzo często, że na treningach trenerom brakowało sprzętu by zaopatrzyć młodych zawodników, których z treningu na trening przybywało coraz więcej. Turnieje „Złoty krążek” organizowane w szkołach czy turnieje organizowane dla amatorów spowodowały sytuację, że każda kategoria wiekowa w Polonii miała swoje 3 pełne drużyny. Na przełomie lat 1977/1978 nastąpił spadek do II ligi a co za tym idzie rozwiązanie sekcji. Do głosu doszły wówczas drużyny miast przemysłowych i kopalnianych, w których rozwój inwestowano grube pieniądze. W Bydgoszczy pojawiło się kilku inwestorów chętnych przywrócić świetność drużynie ze Sportowej. Sekcję przejęli „Budowlani” i poprzez drogie, udane transfery przywrócili nadzieję na dobre czasy bydgoskiemu hokejowi a nasi hokeiści w zamian uzyskali ponownie awans. Do naszej drużyny z Gdańska przybyli bracia Csorichowie, Zaborek, Kostecki, Panek. Sielanka trwała jednak tylko do 1984 roku, kiedy to działacze „Polonii” wciągnęli sekcję hokeja z powrotem pod swoje skrzydła, „Torbyd” również znalazł się w ich posiadaniu. Zawodnicy i trenerzy mieli ponownie idealne miejsce do rozwoju i treningu młodych adeptów hokeja w Bydgoszczy. Nawiązano współpracę z kuratorium, w szkołach powstawały klasy sportowe o profilu hokej na lodzie. Trenerów do pracy nie trzeba było motywować.
Sezon 85/86 to upragniony awans do pierwszej ligi po bardzo zaciętym meczu przeciwko Unii Oświęcim. Pierwsza tercja tego spotkania zakończyła się wynikiem 0:0. Druga odsłona to lekka przewaga „Polonistów” i zasłużone prowadzenie 2:1. Majewski, Wojtczak, Tomaszewski, Szprenglewski, Pasterski, Mateja z przodu a w obronie Gmiński, Majka, Gawara, Drążewski grali koncertowo. W bramce stał wówczas niezawodny i popularny „Pyton” czyli Piotr Panek, który wprowadzał spokój wśród swojej drużyny. Przy dopingu 5000 kibiców nasi zawodnicy zdołali w trzeciej tercji zdobyć jeszcze jedną bramkę i kapelusz trenera Sylwestrzaka został spalony, jak wcześniej obiecywano. Niestety wspomniany mecz był ostatnim z tych wielkich i przyszedł czas ligowej szarzyzny, podczas której wielu zawodników wyemigrowało lub skończyło kariery. Ostatni zryw to sezon 88/89, kiedy drużyna przygotowywana była przez trenera Andrzeja Wodrowskiego. II ligowe boje były istnym „spacerkiem” dla „Polonistów”. Wszystko miało rozstrzygnąć się w Łodzi w „Zimowym Pałacu”. W obecności 300 bydgoskich kibiców nasi zawodnicy wygrali to spotkanie 3:0 a kolejny kapelusz po meczu zapłonął ogniem niczym serca pasjonatów hokeja z Bydgoszczy. Po tym wydarzeniu nad sekcją ponownie zebrały się czarne chmury. „Polonia” miała coraz większe trudności finansowe a wysiłki wielu oddanych działaczy spełzły na niczym. Drużynę seniorów wycofano z ligowych rozgrywek a juniorzy zaczęli boje w II lidze.

Po przeczytaniu tych wspomnień, zapewne wielu kibicom zakręci się łza w oku. Może jeszcze przyjdzie taki czas, że o bydgoskim hokeju będzie głośno.
Abramczyk Polonia Bydgoszcz BTH RosMedia Bydgoszcz BKS BydgoszczKH Toruń bydgoszcz.pl Mój Toruń LOTOS PKH Gdańsk